Kirkwood w Poznaniu

Nicholas Kirkwood rozdaje autografy po spotkaniu na Art&Fashion Festival w Poznaniu

W ubiegły piątek w Poznaniu, podczas znakomitego Art&Fashion Festival, gościem specjalnym był Nicholas Kirkwood, wybitny projektant butów, od września zeszłego roku dyrektor kreatywny marki Pollini.

Tak jak buty Louboutina poznacie po czerwonej podeszwie, tak obuwie Kirkwooda charakteryzuje specyficznie podcięta, wyrzeźbiona podeszwa w formie niekompletnej platformy. Imię Brytyjczyka rozsławiła na polskich salonach Gosia Baczyńska, sprzedając jego projekty w swoim warszawskim butiku na Floriańskiej 6.

Poznańskie spotkanie z Nicholasem zorganizowano w charakterze panelu. Prowadził go Piotr Zachara, redaktor naczelny magazynu InStyle, który przez godzinę rozmawiał z projektantem, potem na kwadrans przekazał mikrofon widzom. Poniżej cytuję najciekawsze pytania i wypowiedzi Kirkwooda, który okazał się być niezwykle sympatycznym, uważnym rozmówcą. Aż chciało się go słuchać.

Czy oceniasz ludzi po butach, które mają na sobie?

Buty rzeczywiście mówią o nas wiele, szczególnie o mężczyznach. Kobiety, jeśli mają dobry gust, zazwyczaj mają też dobre buty, patrząc na nie ocenia się ich całą stylizację, wszystko, co mają na sobie. W przypadku mężczyzn jest inaczej. Często noszą oni klasyczne garnitury, ich buty mówią więc wszystko, zdecydowanie określają ich styl.

Kiedy spotykasz kogoś, czy od razu patrzysz na jego buty?

Czasami odruchowo, tak, jednak ludzie czują się wtedy niepewnie. “Nie patrz na moje buty, to nie są najlepsze, jakie mam” – mówią. Staram się więc tego nie robić. Chyba, że siedzę w kawiarence i patrzę na przechodniów. To zupełnie co innego.

Czy w ten sposób znajdujesz inspiracje?

Niespecjalnie. Raczej obserwuję, co się zmienia, co się ludziom podoba, co jest teraz modne, co ludzie mają na sobie.

W 1999 roku spotkałeś Philipa Treacy, to był przełomowy moment w twoim życiu zawodowym, prawda?

Tak. Poznaliśmy się przypadkiem, w barze hotelu w narciarskim kurorcie. Potem poszedłem do niego na staż i zostałem u niego pięć lat. Pracując także w sklepie, gdzie zdecydowałem, że będę projektować buty.

Philip Tracy jest najlepszym na świecie projektantem kapeluszy. Nie butów.

Po pierwsze nigdy nie chciałbym z nim konkurować. Jest już Philip, nie ma potrzeby być drugim, takim jak on. Co innego mnie zainspirowało. Jego klientki, które przychodziły do sklepu zamówić kapelusze i przynosiły ze sobą sukienki, buty, by wszystko razem potem do siebie pasowało. W modzie działo się wtedy sporo interesujących rzeczy. McQueen Chalayan redefiniowali pret-a-porter. Kapelusze Philipa są genialne. Ale buty… Nic mi się nie podobało. Wyglądały jak ze starej epoki, nie były wcale współczesne, nowoczesne, pasowały do lat 50. Poczułem, że to moje powołanie. Zaprojektować na wskroś nowoczesne buty.

(…)

U Philipa nauczyłem się, jak prowadzić firmę modową, poznałem ludzi, także to, jak działa ten biznes. Moim zdaniem to najważniejsze, co trzeba zrobić, zanim założy się własną markę. Pójść na taki staż. Największy błąd, jaki popełniają projektanci, to zakładanie własnej marki zaraz po ukończeniu studiów. Staż u kogoś, praca dla kogoś innego uczy wszystkiego, co trzeba wiedzieć, żeby wystartować potem samemu. Poza tym, pracując dla kogoś poznaje się środowisko. Kontakty w tej branży są najważniejsze. Jest mnnóstwo niezbyt utalentowanych ludzi, którzy odnoszą sukcesy tylko i wyłącznie dzięki swoim znajomościom.

(…)

Otworzyłeś swoją markę w 2005. Co sprawiło, że poczułeś się na to gotowy?

Miałem za sobą pięć lat u Philipa i rok w szkole. Czułem, że to wystarczy, że już wiem, jak działa branża mody.

Zakładając firmę byłeś sam?

Tak. Moja mama pomagała mi w kwestiach prawnych. Myślę, żę zakładając biznes zawsze warto mieć partnera. To może być inny projektant, albo ktoś od biznesu, czy marketingu, ale z pewnością ktoś zaanagażowany w tworzenie firmy, kto poświęca temu swój czas i energię i nie traktuje tego jak zwykłą pracę. W innym wypadku projektant może być bardzo osamotniony. Przecież trzeba mieć kogoś, z kim można wymieniać pomysły, konsultować je… Od drugiego sezonu pracuję z moim partnerem biznesowym, myślę że to bardzo ważne. W innym wypadku można stracić energię bardzo bardzo szybko.

Jak duża jest twoja firma teraz?

Mam 12 pracowników.

(…)

Czy znasz Gosię Baczyńską?

Tak. Jest tu dzisiaj z nami.

Jak udało jej się przekonać ciebie, żebyś sprzedawał u niej swoje buty?

Pracuje dla mnie urocza dziewczyna z Polski, Kasia. Ona pokazała mi projekty Gosi i namówiła na sprzedaż w waszym kraju. Każdy nowy rynek jest interesującym wyzwaniem.

(…)

Od września jesteś dyrektorem kreatywnym Polliniego. Czy musiałeś poświęcić swoją kreatywność, by projektować dla marki, która ma tak klasyczny rodowód?

Nie musiałem. Nadal tworzę, tyle że z innego punktu widzenia. Pollini ma wspaniałą tradycję, chcemy ją przywoływać. Nasza klientka, to ta sama dziewczyna. Buty Polliniego są na co dzień, u mnie znajdzie sobie coś na wieczór i specjalne okazje.

Co czyni buty wartymi ceny 500 Euro?

Budując luksusową markę, muszę liczyć się z oczekiwaniami rynku, ale nie chcę podporządkowywać mu swojej kreatywności. Na cenę wpływa jakość wykonania. Są firmy, które produkują buty w Chinach i wmawiają swoim klientom, że to buty luksusowe. Nie wyprodukujesz luksusowego buta w Chinach. Może wyglądać podobnie, ale nim nie jest. Będzie się różnił wykończeniem, drobnymi detalami. We Włoszech wiedzą, jak robić luksusowe obuwie. Luksus zależy od tradycji rzemiosła przekazywanego przez pokolenia, jakości skóry, czasu poświęconego na wykonanie butów – nie przez maszynę, ale przez człowieka. Nie każdy but wykonany we Włoszech jest luksusowy, ale z pewnością żaden z tych wykonanych w Chinach – nie jest.

(…)

Co byś poradził młodym ludziom, którzy właśnie skończyli studia?

Wielu studentów przychodzi na staż, ale chce pracować od 9 do 17. To nie bank. Praca w modzie wymaga poświęcenia, często trzeba zostawać po godzinach. Trzeba mieć pasję i pokorę. Branża mody jest bezwzględna. Jednego dnia jesteś na topie, drugiego – wczorajszym news’em. Poza tym marka musi mieć osobowość, która wypływa z osobowości projektanta. Trzeba wybrać dla siebie pole działania. Nie warto proponować kolekcji, w której jest wszystko, od kaloszy po baleriny. Warto wybrać swoją niszę i w niej się specjalizować. Stać się mistrzem w swojej dziedzinie.

Czy Twoja wiedza na temat sztuki przydaje ci się w projektowaniu?

Cały czas. Teraz oglądam każde video na youtub’ie, czy cokolwiek znajdę w google na temat Prerafaelitów. Jesli wiesz, co było wcześniej, to czyni z ciebie lepszego projektanta na przyszłość. Nie dotyczy to tylko historii sztuki. Ważne, by szanować i doceniać przeszłość, nawet jeśli osobiście coś nam się nie podoba. Zdecydowanie warto ją doceniać.

 

 

 

 

 

 


1 odpowiedź na “Kirkwood w Poznaniu”

  • Kasia:

    Bardzo ucieszył mnie ten wpis – żałowałam, że nie mogę uczestniczyć w spotkaniu i wyczekiwałam jakiejś obszerniejszej relacji (szczególnie odpowiedzi NK) a tu proszę :) Szkoda, że fragment o uroczej Polce mnie nie dotyczy…chociaż imię się zgadza, warto pomarzyć ;)

Skomentuj