Autograf Tillmansa

wystawy

Pierwszy raz usłyszałam o nim przed laty. Mój kolega fotograf pokazał mi album Wolfganga Tillmansa w jakiejś księgarni w Berlinie. Kupiłam go od razu. Ma tytuł: ” jeżeli jedna rzecz ma znaczenie, to wszystko ma znaczenie”. W zdjęciach urzekła mnie ich prostota. I cisza. Niby zwykły portret, a działa tak mocno jak arcydzieła malarstwa. Niby skarpetki na kaloryferze, a robią wrażenie wystudiowanej kompozycji. Ze zdjęć bije pozornie surowość, w rzeczywistości niezwykle subtelna wrażliwość ich autora. Każdy kadr Tillmansa zatrzymuje na rzeczach prostych i prowokuje do myślenia. W głowie pojawia się historia. Widzisz na przykład tył ciężarówki i siedzących w niej ludzi oświetlonych przez światła jadącego za nią samochodu. Zastanawiasz się kim są, co robią, dlaczego tam są? Patrzysz na gotujący się groszek zielony i nagle widzisz, że to jest piekne! Tyle jest piękna wokół nas, w rzeczach prostych, które w pośpiechu przegapiamy. Potrzeba wrażliwości kogoś takiego jak Tillmans, który nas na chwilę zatrzyma i nam to zwyczajnie pokaże.

Jestem jego fanką.

Dlatego tak ucieszyłam się z otwarcia wystawy jego prac w warszawskiej Zachęcie. Wybrałam się na ogłaszany w prasie (dzięki Bogu istenieje prasa!!!) wernisaż. Wystawa jest bardzo dobra. Najbardziej ucieszyło mnie, że Tillmans przykleja zdjęcia do ściany taśmą klejącą, dokładnie tak jak ja robię to w domu. To, jak wiszą, nie jest oczywiście bez znaczenia. Tworzą przemyślaną kompozycję na rozległym planszach, jakimi są przecież ściany Zachęty.

Oprócz znajomych, zapamiętanych z wyżej wspomnianego albumu, w Zachęcie jest też chyba ze czterdzieści zdjęć zrobionych w Polsce. Najbardziej spodobał mi się żołnierz. Wygląda jak z sesji mody, prawda?

Okazało się że Wolfgang Tillmans jest obecny na wernisażu. Ośmieliłam się podejść do niego, żeby wyrazić mu swe uwielbienie. On, w roztrzepaniu (szczerze mówiąc nie słuchał mnie zbyt uważnie, ale w końcu mógł domyślić się jakie są moje intencje) wyjął zza pazuchy kartkę z informacją o wystawie i podpisał się na niej, następnie wręczył mi ją, w międzyczasie pytając o coś kolegę i dał mi swój autograf mówiąc, że bardzo docenia to, co mu właśnie chciałam wyrazić.

Często bierzecie autografy? Ja nie. Tym bardziej się ucieszyłam, gdy zorientowałam się, że on, być może dlatego, że było tam ciemno (wszystko się działo w sali bankietowej) podpisał się na kartce dwa razy. Z obu stron. Za jednym zamachem, nie prosząc o autograf dostałam dwa. Jeden z datą.

Tyle osobistych zwierzeń. Idźcie na tę wystawę.

PS, jak weszłam do Zachęty, zobaczyłam Zuzę Krajewską i Maldorora, którzy tak świetnie wyglądali, że nie mogłam nie zrobić im zdjęcia. Tylko trochę wstyd, że tak dobrej fotografce zrobiłam tak kiepskiej jakości zdjęcie. Chociaż może Wofgangowi by sie spodobało?

Maldoror i Zuza Krajewska

 

1 thought on “Autograf Tillmansa”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *