La Mania miejsce ci wskaże

pokazy mody

Wczoraj w warszawskim Pałacu Kultury La Mania zorganizowała swój drugi pokaz, tym razem prezentując kolekcję na wiosnę 2012. Przyzwyczajeni do spędów na Torwarze lub w halach pofabrycznych, które zazwyczaj organizują projektanci w Polsce, mogliśmy tym razem poczuć się jak w Paryżu. Impreza była zamknięta dla niewielkiej grupy osób. Był to prawdopodobnie pierwszy pokaz w Warszawie, na którym ponumerowano miejsca siedzące. Joanna Przetakiewicz bywała w salach Luwru. Wie, jak gości usadzić.

Moda to biznes, a świat mody to środowisko, gdzie słowo kasta ma swoje nowe znaczenie i wiąże się zazwyczaj z tym, co napisane jest na naszych wizytówkach. Sama Carine Roitfeld powiedziała kiedyś: “there is no other row but the front row.” Może nam się to nie podobać, jednak wtedy warto poszukać sobie pracy gdzieś indziej.

Byłam raz na sesji do Vogue’a, gdzie odczułam to najwyraźniej. Jako asystentka powinnam była siedzieć w kącie i fakt, że zamierzałam zamienić słowo z fotografem wzbudził jego wielkie zdziwienie. Tam fotograf z asystentką stylistki nie rozmawia (dobra, nie wyglądam jak Kasia Mossowa). Na planie do Vogue’a każdy zna swoje miejsce, asystent makijażysty przez cały dzień jedynie myje pędzle i opakowania produktów, asystenci stylisty się nie oddzywają (słowo honoru, na planie panuje cisza mimo licznej ekipy, bo każdy ma grono pomocników), asystenci fotografa uwijają się jak mrówki. Tak pracuje się z siedem lat, zanim samemu zacznie się działać w branży pod własnym nazwiskiem. To uczy pokory. Uczy jej również zmiana tego, co jest napisane na naszej wizytówce, którą ja zaliczam w życiu zawodowym regularnie, przesiadam się z pierwszego rzędu donikąd, bywam w Viproom’ie lub nie jestem w nim mile widziana (choć selekcjoner ten sam), zapraszają mnie na pokazy lub nie. Z rozczuleniem przyglądam się więc buńczucznym sprzedawcom ze sklepów odzieżowych, którzy po znajomości z Utopii stają się raptem wielkimi stylistami i rozparci w pierwszym rzędzie zrzucają kartkę z nazwiskiem osoby, której krzesło przypisano. Zadowoleni z siebie nie myślą o tym, że dziś w tym rzędzie siedzą, a jutro być może już nie. Ich na pokazie La Manii nie było. Nie było też tych, których z punktu widzenia biznesu zapraszać nie warto. Bo nie kupią sukienki ani oni, ani czytelniczki tytułów, w których pracują.

Na wczorajszym pokazie La Mani najbardziej podobały mi się te numerowane miejsca właśnie. Niezależnie od tego, czy za pół roku dostanę zaproszenie, bo przecież różnie może być. Rozkład miejsc i to, gdzie kto siedział – mówi wszystko o tym, jakie mamy znaczenie dla firmy. Rzeczywiste znaczenie, bo La Mania to z pewnością przemyślała i świetnie zorganizowała.

Całkiem niedawno byłam w Warszawie na pokazie, gdzie biedna ekipa rozsadzająca gości nie dostała od organizatorów potwierdzenia ich obecności. Na przykład Jolanty Kwaśniewskiej, która przyszła późno. Trzeba było liczyć na to, że ktoś się zechce przesiąść z pierwszego rzędu do drugiego, albo stanąć i zwyczajnie ustąpić miejsce pierwszej damie. To nie było eleganckie wobec damy, ustępującego i pracującego na imprezie selekcjonera, ale do twórców tego pokazu nikt uprzedzeń nie żywi. Na La Manię z pewnością dziś wiele osób się obrazi. Na FB już narzekają.

Przy okazji. Mikołaj Komar napisał na swoim profilu, że nie dostał zaproszenia na pokaz, jedynie na bankiet po pokazie.   (????)

Mikołaj! Dzwoniono do mnie przed imprezą z pytaniem o namiary na organizatorów, bo chciano podlansować wschodzącą gwiazdkę na firmamencie polskiej mody. Ta gwiazdka grzecznie przybyła o 22.00. Na bankiet właśnie. Nie wiem, czy to Ciebie pocieszy, ale okazuje się, że dla niektórych takie zaproszenie też ma swoją wartość.

Że nie oglądała pokazu? Komu na tym zależy?

DOPISEK Z GODZINY 16:26 25.11.2011.

Mikołaj Komar swoim wpisem na FB zaispirował mnie do napisania powyższego tekstu. Dzieki Mikołaj! Popieram numerację miejsc na pokazach. Super, że tak już zaczyna być. Okazało się jednak, że mój wpis, a dokładnie “(????)” zostały niezrozumiane. Chciałabym niniejszym wyjaśnić, że to nie było pytanie do Mikołaja: “czemu Cie nie zaproszono????” – czy coś w tym rodzaju. To był wyraz zdziwienia, że La Mania może nie zapraszać na pokaz, a tylko na samo afterparty. Okazało się jednak, że znajomi Mikołaja odczytali to inaczej, że porównuję go do wschodzących gwiazdek i że go obrażam. Wygląda na to, że bardzo mu kibicują. Super. Ja też mu kibicuję od początku jego kariery, bardzo szanuję i nie chciałam tymi znakami zapytania go urazić. Ani nikogo innego. Przykro mi, że niechcący naraziłam go na nieprzyjemności związane z moim wpisem. Szczególnie, że jego komentarzom na FB ten wpis zawdzięczam. Pomyślałam, że jeśli dla mnie znaki zapytania będą wyrazem zdziwienia nad zachowaniem firmy – to dla wszystkich innych też. Będę bardziej precyzyjna w wypowiedziach. To cenne doświadczenie, za które dziękuję. Ponieważ nie lubię być jednostronna w ocenie zachowań ludzi, napiszę o jeszcze jednym: kiedyś, w Paryżu, stałam przed wejściem na pokaz Versace haute couture. Oczywiście, że nie miałam zaproszenia. Jakiś miły mężczyzna zaproponował, że może mnie zabrać na afterparty po pokazie. Nie pokaz, niestety, ale na imprezę po. Myślicie, że nie była to dla mnie kusząca propozycja? Jeśli ktoś chce się zabawić w interesującym dla niego towarzystwie i korzysta z takiego zaproszenia? Co w tym złego? Tu wyraźnie zaznaczam – to pytanie nie ma związku z Mikołajem Komarem, który na łamach kMaga pisał o La Mani i którego wypadało zaprosić na ten pokaz, albo nie zapraszać wcale. I to miały oznaczać znaki zapytania. Mam nadzieję, że teraz już wszystko dla wszystkich jest jasne.

PS. Ta sytuacja bardzo interesująco komponuje się w moim odczuciu z powyższym wpisem. There is no other row but the front row….

DOPISEK Z DNIA 30 LISTOPADA

Mikołaj Komar poinformował mnie wczoraj, że firma La Mania przeprosiła go za błąd wynikający z zaproszenia go jedynie na bankiet po pokazie. Fajnie.

 

 

 

 

3 thoughts on “La Mania miejsce ci wskaże”

  1. Trafna ocena polskiego świata mody i pokazu.Film,opis inspiracji i cegiełki spinały całość.Po ostatnich pokazach w Soho mogę stwierdzić…w końcu pokaz mody na poziomie.

  2. Moda to biznes i dobrze o tym czytać, bo wiele osób cały czas o tym nie wie. Numerowane miejsca to luksus – przynajmniej nikt nie musi się stresować, że w ostatniej minucie przed pokazem, ktoś rozkaże mu zmienić miejsce. Niech te zmiany zachodzą między pokazami,tak jak w biznesie być powinno 😉

  3. Szczerze mówiąc…lekko mnie śmieszy ta cała bufonada w wykonaniu “polskich celebrytów”. Ktoś się obraża,że nie siedział w pierwszym rzędzie, ktoś inny nie został zaproszony…Umówmy się.Polska nie jest stolicą światowej mody i brak tu także gwiazd o międzynarodowej sławie, więc po co się tak puszyć.Przykre jest to,że celebryta kojarzony jest z kimś ważnym, a tak naprawdę są to to ludzie znani tylko z tego, że są.Myślę,że o wiele gorsza jest sytuacja wtedy, gdy lepsza kasta wpusczana jest na pokazy jako pierwsza, a tzw.plebs czeka ponad godzinę przed wejściem…niestety, ale tak to wygląda. Wszędzie na świecie znani aktorzy, i tzw.gwiazdy skromnie schylają głowę mówiąc o swoich osiągnięciach, a u nas są aroganccy i zarozumiali…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *