PR-owca poznasz w biedzie

PR

Kiedy przed laty odchodziłam z VIVY! byłam jeszcze bardzo naiwna. Wydawało mi się, że fotograf, którego nazywam swoim przyjacielem, rzeczywiście nim jest a ja przez poprzednie lata dałam z siebie tyle branży mody w Polsce, że z pewnością nikt o mnie nigdy nie zapomni. Zaczęło się już ostatniego dnia pracy w biurze na Wiejskiej, kiedy to ówczesny przedstawiciel firmy Irena Eris zapraszał mnie na miły weekend w SPA. Powiedziałam: “chętnie pojadę, ale czuję się w obowiązku poinformować, że odchodzę z  VIVY!”. “A! To nie zapraszamy pani wobec tego”, usłyszałam w odpowiedzi.

Mój telefon zamilkł wówczas z dnia na dzień. Powoli uświadamiałam sobie, że w tym środowisku znaczę tyle, co mam napisane na wizytówce. Do czasu. Kiedy attache prasowa Burberry London (tak, Angielka, z Londynu) pofatygowała się, by zdobyć mój numer prywatnej komórki i zadzwoniła do mnie osobiście, dziękując za lata promowania marki na łamach VIVA! Moda i zapraszając na otwarcie sklepu Burberry w Warszawie przy placu Trzech Krzyży. Uświadomiła mi tym samym, że poziom mody w Polsce jest wprost proporcjonalny do poziomu jej PR-u.

Na szczęście czas płynie, wszystko się zmienia. Ostatnio niemal co chwilę zajmuję i tracę coraz to bardziej prestiżowe stanowiska i widzę jak kolejka chętnych do pogadania ze mną na pokazie mody maleje lub rośnie – w zależności od pozycji, którą aktualnie zajmuję w jakiejś redakcji. Nie ma w tym nic dziwnego. Tak to wygląda prawdopodobnie wszędzie. Na szczęście w naszym środowsku zawodowym są osoby, które cenią nas stylistów i dziennikarzy niezależnie od tego, gdzie pracujemy. O nich chiałabym teraz napisać.

Dziękuję Gosi Baczyńskiej, Tomkowi Ossolińskiemu i Dawidowi Wolińskiemu za to, że zawsze o mnie pamiętali i starali się przysyłać zaproszenia na pokazy dopytując mnie o domowy adres. Love!

Chyba najlepszym przedstawicielem firmy odzieżowej w Polsce jest Magda Przybysz z H&M. Pamięta o mnie zawsze. U niej w showroomie czuję się jak Anna Wintour, niezależnie od tego, gdzie aktualnie pracuję.

Dariusz Zieliński z Primum PR

Doceniam profesjonalizm i elegancję uroczego Dariusza Zielińskiego z Primum PR, który w czasie, gdy nie zajmowałam żadnego stanowiska po odejściu z PANI (przed podjęciem pracy w ELLE) namówił mnie na prowadzenie tego bloga. Bardzo Ci za to Darku dziękuję.

Wiele osób pyta mnie o moje plany zawodowe. Chcę skoncentrować się na pisaniu. Będę niezależną dziennikarką.

Ostatnio na moich studiach, które już kończę (podyplomowe Zarządząnie w sketorach mody na Koźmińskim) Michał Zaczyński  prowadził niezwykle interesujące zajęcia na temat PR-u i kontaktów z prasą. Co chwilę mu się bezczelnie wtrącałam, bo sama mam spore doświadczenie w kontaktach z PR-owcami. Michał mi to na szczęście wybaczył. Opowiadał o najczęstszych błędach popełnianych przez pracowników agencji prasowych w Polsce – to właściwie temat na osobny post. Nie powiedział o tym, że PR-owiec powinien być jak przyjaciel. Nawet, jeżeli nim nie jest, bo łączą nas zawyczaj jedynie interesy, powinien o nas pamiętać.

Na szczęście, jak wspomniałam, moda w Polsce zmienia się w szybkim tempie. Teraz po odejściu z ELLE czuję się zapraszana i mile widziana wszędzie, więc z pewnością nie będę mogła na nikogo narzekać. Niemniej jednak wspomnienia z przeszłości natchnęły mnie, by podziękować tym, których niezwykle doceniam. Jestem wolna, niezależna, wypada mi Was chwalić. No i nie wiadomo jakiego news’a zafunduję na temat mojej osoby za kilka miesięcy. Moje życie zawodowe nie pozwala mi ostatnio narzekać na nudę.

23 thoughts on “PR-owca poznasz w biedzie”

  1. fajnie, że jesteś w stanie pisać o takich rzeczach szczerze i bez owijania w bawełnę. trzeba być naprawdę naiwnym, żeby sądzić, że w tej branży wszystko jest bezinteresowne i szczere. zresztą… nie tylko w tej. mimo wszystko warto czasem mieć wiarę w jakąś garstkę ludzi.

  2. Gratuluję posłuchania dobrej rady p.Dariusza Zielińskiego i życzę wiele wytrwałości w pisaniu bloga, a także na drodze niezależnego dziennikarstwa. Bycie swoim własnym szefem wymaga wiele wysiłku, szczególnie na początku, ale za to zwrot z tej inwestycji jest ogromny i szalenie przyjemny 🙂
    PS. Niektórzy nie rozumieją, że najważniejsze jest nie to co napisane na wizytówce, lecz to jakim się jest człowiekiem. Bo menedżerem się co najwyżej bywa… A prawdziwe relacje buduje się latami i utrzymuje bez względu na wzloty i upadki w karierze!

  3. Pani Alicjo – kibicuję i podziwiam Panią od dawna ! Za profesjonalizm, pokorę i brak hipokryzji, której niestety w branży modowej sporo….Trzymam kciuki i życzę wszystkiego dobrego !

  4. Jeśli o PR mowa – od razu skojarzył mi się wpis Harel “Chłopcy PR-owcy”, jeśli go Pani nie czytała, polecam (wraz z lekturą komentarzy, których jest całkiem sporo a niektóre są naprawdę ciekawe!) http://harel.blox.pl/2011/09/Chlopcy-PR-owcy.html

    To zrozumiałe, że osoby na wyższych stanowiskach właśnie z jego racji cieszą się “popularnością”, ale z drugiej strony – jeśli są na takim stanowisku, to coś reprezentują, sobą i swoją pracą. A jeśli reprezentują, dlaczego czasem (często?) się ich pomija?

  5. Pani Alicjo, niestety nie tylko świat mody zachowuje się w ten sposób. Odkąd na mojej wizytówce przestał widnieć adres wielkiego koncernu, a pojawił się napis “freelancer”, trudno jest mi doprosić się o przesłanie informacji prasowej lub informacji o konferencji. Dziwne to podejście. Miejmy nadzieję, że będzie się to zmieniać, bo patrząc na sytuację w mediach, “freelancer” pojawi się na coraz liczniejszych wizytówkach. Życzę powodzenia!

  6. Pani Alicjo! Jaka szkoda, że odchodzi Pani z Elle, bo dzięki Pani obecności tam, znowu zaczęłam kupować ten magazyn…
    Osobiście proponuję przejąć na nowo Viva Moda! i przywrócić jej dawny blask!!
    Pozdrawiam!

  7. Pani Alicjo, cieszę się, że pisze Pani bloga i stała się Pani niezależną osobą. Tak jest dużo lepiej i mniej bezstresowo /sama kiedyś tego doświadczyłam/.
    Lubię czytać Pani posty o modzie i różnych sprawach jej dotyczących a także oglądać przepiękne zdjęcia publikowane tutaj przez Panią. Jestem stylistką z Wrocławia i od roku piszę na temat mody na swoim blogu i na jednym z portali. Na blogu umieszczam niewiele zdjęć, natomiast staram się o niej pisać “po ludzku” Zresztą tak zatytułowany jest mój blog.
    Przeczytałam również ostatni wywiad z Panią, który urzekł mnie prostotą, i szczerością Pani odpowiedzi.serdecznie pozdrawiam

  8. Alicjo jako nalogowa komplusywna kupujaca prase modowa miedzynarodowa bylam uzalezniona od Elle francuskiego i polskiego (by poznac co slychac na naszym podworku) byl czas ze Elle nie dalo sie czytac ANI OGLADAC, za twoich rzadow znowu wrocilam jak nalogowiec po miesiacach detoxu czekalam na Elle polskie-i sniadanie z kawa i Elle. Obawiam sie ze znowu czeka mnie detox….Ale niedawno odkrylam twojego bloga wiec wlasnie siedze z kawa, kompem, w slonecznej kuchni i ten detox juz nie bedzie taki straszny. Na wizytowce tez mam free i gdyby nie to , nie siedzialabym bym o tej godzinie we wlasnej kuchni, nie wiedzialabym ze dzis jest tak pieknie. Wiec cos za cos. Mozesz byc pewna ze wybierasz dobra droge. Free.

  9. Świetny tekst. Cieszę się, że można się od takich utalentowanych ludzi jak Pani, dowiedzieć, czegoś więcej, na temat tego, jak ten biznes funkcjonuje 🙂 Pozdrawiam i trzymam kciuki 🙂

  10. Jestem redaktorką, zarządzałam serwisami, ale studiowałam też PR. I tak sobie myślę, że po obu stronach barykady są tacy, którzy się do tej pracy po prostu nie nadają, nie tylko dlatego, że są krótkowzroczni, ale z braku “ludzkich” kompetencji. Obawiam się, że po tym poście wielu PR-owców dopisze sobie w kalendarzu “Alicja Kowalska – zapraszać zawsze”, ale nie z przyjacielskiej przyzwoitości, a z automatycznego wyrachowania i strachu, bo właśnie uświadomili sobie, że przecież możesz jeszcze COŚ znaczyć.

    Niedawno z własnej woli odeszłam z dużej korporacji, moja wizytówka wkrótce się zmieni, pewnie niejednokrotnie. Moją skrzynkę codziennie atakowały setki informacji prasowych, z których teraz na prywatnego maila spływa jakiś 1%, wśród nich są maile od showroomu Aliganza, od La Manii i Tailor Made PR. Kwiaty, podziękowania w dobie tak niskiego poziomu wzajemnego zaufania co do uczciwości gestów nie są w cenie, a jednak wraz z ważnymi słowami na bileciku także je dostałam – prosto do redakcji, ostatniego dnia. I akurat w przypadku ich nadawcy wiem, że można. Z taktem, kulturą osobistą, wielkim profesjonalizmem i przede wszystkim po przyjacielsku, niekoniecznie pożegnać się, a podziękować. I to nie dlatego, że nigdy nie wiadomo, co pojawi się kiedyś na naszych wizytówkach 🙂

  11. Polityka “niezapraszania”, bo ktoś nagle nigdzie nie przynależy jest bardzo krótkowzroczna. Jeśli zacznie Pani znowu gdzieś pracować, to zaproszenia wrócą, a zaproszeniodawcy będą się żywić złudzeniami, że dostanie Pani amnezji i zapomni Pani o wcześniejszej sytuacji? Nie dość, że to postępowanie jest krótkowzroczne, to zasadniczo i głupie, bo teraz nie jest Pani ograniczona wytycznymi “co należy pisać” jakiejkolwiek redakcji, więc może Pani wyrazić swoją opinię na blogu. Niektórzy PR-owcy chyba nigdy nie słyszeli o budowaniu relacji – a to trwa długo, za to łatwo schrzanić jednym zdaniem. Trzymam kciuki za samodzielność.

  12. felietony modowe pisane przez Panią i generalnie więcej treści a mniej zdjęć – na pewno zmotywowały by mnie do prenumeraty ELLE 🙂 hm…szkoda, że redakcje nie dostrzegają, że fajnie jest poczytać o modzie a nie tylko dużo, dużo zdjęć!zatem dziękuję za lekturę – blog jest wspaniały !

  13. Pani Alicjo,

    Rozumiem wydźwięk i intencję Pani wpisu, tak jest rzeczywiście, ale nie dotyczy to tylko PR (który sama reprezentuję), ale całego funkcjonowania tego polskiego/warszawskiego “światka” okołomediowego.
    Pracowałam w PR również w UK i to, że pani z Burberry Panią odnalazła wcale mnie nie zdziwiło. To właśnie typowy wyraz brytyjskiego, profesjonalnego podejścia do tej roboty – trzeba doskonale znać rynek i otoczenie tematu, patrzeć całościowo (historycznie i perspektywicznie) i to są podstawowe wyznaczniki działania. Pani, z punktu wiedzenia PR-owców Burberry jest opinion leader’em tematu mody i jeśli nie ma sygnałów, że postanowiła Pani z tematem mody definitywnie zerwać to dla ich działań PR nie ma najmniejszego znaczenia czy jest Pani w danej chwili przypisana do tej, innej czy też żadnej redakcji. Zadaniem profesjonalnego PR jest – tak z grubsza – trzymanie relacji i nasączanie 😉 informacją odpowiednich odbiorców. Przyznaję, że w Polsce to często jest traktowane jako sprawa wtórna a na pierwszym miejscu są aspekty towarzyskie.

    Mała refleksja z mojego punktu widzenia: znakomita większość imprez modowych ma swoich sponsorów, niektóre cykliczne tych samych od lat. PR-owiec i w ogóle cała ekipa po stronie sponsora są zasypywani zaproszeniami na wydarzenie i inne wydarzenia powiązane np. osobą organizatora czy projektanta. Natomiast, gdy zdarzy się sezon, że akurat się sponsorem nie jest – nie ma już mowy o tym, aby o dawnym mecenasie pamiętać. Przestaje istnieć. To charakterystyczne.

    Kolega, który namówił panią do prowadzenia bloga miał dobry pomysł. Jakiś czas temu dyskutując z zespołem koncepcję przygotowania wydarzenia zimowego jako klimat wskazałam sesję modową “zima w górach”, którą kiedyś Pani zrealizowała. Pamiętałam kto i w jakiej gazecie, trzeba było znaleźć. I tak trafiłam na bloga. Chociaż ostatecznie tamten temat podryfował w inną stronę, to czasem tu zaglądam. A sesja zimowa, ta do PANI, jedna z lepszych ever 🙂

    1. Wzruszają mnie Państwa komentarze i słowa wsparcia. Nadają sens mojej pracy. Wspomniana sesja w Alpach wymagała ode mnie ponadprzeciętnego wysiłku, nie byłam jedynie jej stylistką, ale też producentem. Pani słowa sprawiają, że warto było. Jeszcze raz dziękuję za tak wyczerpujący i ciekawy komentarz. Pozdrawiam serdecznie i życze powodzenia we wszystkich działaniach.

  14. Czytałam Pani teksty i oglądałam sesje w Vivie, Viva Modzie, Pani oraz Elle i pewnie będę czytać, gdziekolwiek Pani będzie 😉 Szkoda tylko Elle, które wreszcie miało szansę stać się porządną gazetą o modzie.
    Co do środowiska, wierzę że wciąż się rozwijamy i będzie tylko lepiej.
    Życzę powodzenia i mocno trzymam kciuki

  15. Pani Alicjo,
    wspomniane zachowanie to nie tylko świat mody. Niestety. Obronić nas może tylko nasz instynkt i świadomość tego, co wydarzy się “po zmianie wizytówki”. Ale mam nadzieję, ze choć kilku PRowców, po przeczytaniu Pani wpisu i komentarzy dot. PR poza PL weźmie sobie do serca wskazówki i sugestie, jak relacje dziennikarz – PR powinny wyglądać.
    Pozdrowienia
    Joanna

  16. Pani Alicjo, opisany przypadek nie dotyczy chyba tylko Pani branży. Ja jestem PR-owcem i odczuwam podobne nastawienie ludzi, przyjaciół od czegoś… Jak coś się u mnie dzieje, jak mogę coś załatwić, jak mam masę przygód, jest cool. Tak, jak Pani zajmuję i tracę stanowiska, takie czasy… niestety, nie mam jeszcze tego bodźca, żeby coś sama, chociaż pomysł mam. I chociaż nie miałam przyjemności z Panią współpracować doskonale Panią rozumiem i zgadzam się, nawet co do opinii ludzi z mojej branży. Jednak z czego to wynika… otóż z tego, że w czasach oszczędzania zatrudnia się na stanowiska ludzi bez doświadczenia, ogłady i pokory… to nie jest tylko w nas, ale zawód tego też uczy. Poszukuje się stażystów i ludzi z rocznym doświadczeniem, którym mówi się, jak maszynom, co mają robić a oni starają się tylko i wyłącznie zadowolić swoich przełożonych, niejednokrotnie nie mających wiele wspólnego z PR. Smutna prawda, ale nie narzekajmy, są też dobrzy ludzi i znakomici PR-owcy, czego Pani doświadczyła. Pozdrowienia.

  17. Z tego wpisu wynika ze jeśli ktoś Panią docenia to jest fachowcem a jeśli nie to nie zna się na rzeczy ! Pani z h&m jest super bo jest dla Pani miła 🙂 bez sensu, tzn. Pani jest jak cała reszta 🙂

    1. Musialam rzeczywiscie niezbyt jasno sie wyrazic, skoro tresc mojego wpisu mozna podsumowac tak, jak pani to zrobila. Chodzilo mi o klase lub jej brak w postepowaniu PR-owcow. Pani z H&M ja ma i rzeczywiscie jest mila. Za to jej dziekuje. Jej fachowosc doceniam na podstawie zupelnie innych zachowan. Moge je dla Pani wymienic. Magda zna na pamiec wszystkie ceny produktow w h&m’ie. Wystarczy przez telefon zapytac, ile kosztuje ta i ta bluzka – odpowie z głowy. Imponujace, prawda? Na zapytania meilowe od dziennikarzy reaguje najszybciej ze wszystkich osob z jakimi wspolpracowalam. Wspolpracuje z nia od 6 lat i nigdy nie zawiodla moich oczekiwan jako dziennikarki. Dlatego napisalam, że jest swietna w tym co robi. Zaakceptowalam Pani komentarz, bo nie wszyscy zrozumieli intencje mojego postu. Pani akurat o tym napisala. Jasne, ze nie da sie dotrzec do wszystkich, kazdy ma prawo interpretowac slowa po swojemu. W moim wpisie chodzilo mi o to, co wyrazilam powyzej. Napisalam to na poczatku poslugujac sie anegdotami, by czytelnicy sami ocenili zachowania PR-owcow. Roznych PR-owcow. Reszta wpisu to powdziekowania dla tych, ktorzy pamietali o mnie, kiedy nie mialam prestizowego stanowiska, jeszcze przed PANIĄ i ELLE. Prosze mi wierzyc, liczba chetnych do pogadania zmienia sie w zaleznosci od tego, jakie sie ma stanowisko w sposob szokujacy. Musze przyznac, ze najbardziej lubie te momenty, kiedy nigdzie nie pracuje, wowczas gadaja ze mna ci, co mnie rzeczywiscie lubia.

  18. Kiedy przeczytałam Twój post, poczułam, ze ktoś nareszcie powiedział na głos to, co czuje wiele osób odchodzących ze stanowisk, które inni określają jako “przecież-masz-tak-fajną-i-prestiżową-pracę”. Dzieliłam się już z Tobą swoimi przemyśleniami i przerażeniem, że na własne życzenie odcięłam się od Ważnych Ludzi i Wielkich Spraw, bo gdy przychodzi oddech, czasami zastanawiamy się jeszcze raz nad tą decyzją, pojawiają się wątpliwości.
    Wątpliwości te sa jeszcze boleśniejsze, gdy nasz telefon od “dawnych pracowych przyjaciół” milczy, gdy nie jesteśmy zapraszani na kolejne wydarzenia, a których jednak chcielibyśmy uczestniczyć. Ale w tym momencie, gdy przypomnimy sobie o tych wszystkich motywacjach, które nami kierowały, gdy pomyslisz o tej wolności, niezależności, o ludziach, których to teraz ty wybierasz… Ala, z całego serca trzymam za ciebie kciuki, bo już chyba dawno wyszłaś poza etap, kiedy tytuł mówi o tym, kim jesteś, od jakiegoś czasu jesteś znakiem jakości samym w sobie. I niestety, przez niejedną stażystkę pijarówkę, przyjdzie jeszcze przebrnąć, która raz zajmuje się modą, raz aspiryną, a raz pokarmem dla ptaków. Ale zdobytej niezależności nikt ci nie zabierze.

  19. dzięki takim osobom nasze środowiska zawodowe mogą przestać być tak obłudne jak często są. Jestem za tym aby mówić o tym głośno i odważnie. Wiem co znaczą milczące telefony i znam smak tych “przyjaciół” z przypadku, pozdrawiam

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *