Siniaki na ramionach od toreb z IKEI

podróże pokazy mody projektanci mody

Fashion Week w Berlinie nie jest tak popularny jak te w Paryżu czy w Mediolanie, jednak ma on zdecydowanie najsilniejszą polską reprezntację. Dzisiaj w Hotelu Kempinski odbyła się prezentacja kolekcji Mariusza Przybylskiego, wczoraj otwarto showroom w którym pokazują swoje prace Maldoror, Sylwia Rochala i Julia Zaremba. Jutro wieczorem odbywa się pokaz tutejszej gwiazdy, Dawida Tomaszewskiego. Do tego jeszcze jutrzejsza promocja firmy Big Star. Dzieje się!

Wczoraj spotkałam Maldorora, który pełnił dyżur przy swoim wieszaku z ubraniami na otwarciu showroomu EDGED i rozmowa z nim nasunęła mi temat do rozmyślań. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ile taki projektant musi się w życiu nadźwigać? Maldoror (czyli Grzegorz Matląg) zwierzył mi się, że fashion week kojarzy mu się z trzydziestokilogramową walizą, którą wozi ze sobą. Walizą pełną ubrań oczywiście.

Maldoror

Sama w pracy stylistki sporo się nadźwigałam. Pracując na etacie musiałam obowiązkowo robić sobie EKG jako pracownik fizyczny/dźwigający. To nie żart. Stań przed swoją szafą i wyobraź sobie, że wszystkie wiszące na wieszakach ubrania musisz zdjąć z wieszaków, złożyć, włożyć do toreb z IKEI (ulubionych przez stylistów, IKEA powinna nas sponsorować), dołożyć do nich z 10 par butów i wszystko zabrać gdzieś samochodem (bywało, że woziłam ubrania tramwajami – uchwyt do trzymania świetnie sprawdza się jako drążek do wieszania ubrań), wnieść do studia, często po schodach, rozwiesić, uprasować, potem złożyć, posegregować, rozwieźć po sklepach… Ech!

Jeszcze gorzej to wygląda za granicą. W Polsce na sesje zwozi się ze 30 zestawów ubrań. Tam – 300. Mój znajomy pracował przy kampanii Karla Lagerfelda i odprawiał się na lotnisku z 30 walizami ubrań. Wyczyn, prawda? U nas to wszystko wygląda skromniej, niemniej jednak dźwigać trzeba. Przynajmniej dopóki się nie dorobi asystenta. Ale i tak nosi się coś przecież także samemu. Dźwigają też projektanci. Taki Maldoror na przykład. Poskarżył mi się, że ma już nawet siniaki na ramionach od wspomnianych toreb z IKEI wypełnionych ubraniami.

Maldoror i Sylwia Rochala sprzedają swoje projekty na Not Just A Label. Dlatego ich obecność w Berlinie ma sens. Przyjeżdża tu nie tylko właściciel tego portalu, ale też inni potencjalni kupcy, którzy z sezonu na sezon obserwują danego projektanta i jeśli po jakimś czasie uznają, że warto w niego inwestować – nadchodzi jego czas.

Sylwia Rochala

Tyle o projektantach z undergroundu (dosłownie, showroom mieści się w piwnicach, brrr… zimno), którzy pokazywali kolekcje w słynącej z zamiłowania swoich mieszkańców do nonszalancji w modzie  wschodniej części miasta. Na planecie berlińskiego glamouru także mamy swojego reprezentanta. Mariusz Przybylski zorganizował dziś prezentację kolekcji pokazanej w grudniu w Warszawie (czytaj tutaj) w luksusowym hotelu Kempinski tuż obok słynnej berlińskiej bramy. W niewielkiej sali konferencyjnej ustawił kilkanaście manekinów. Jego ubrania przyjechały do Berlina specjalnym transportem. Nie w walizkach, tylko wiszące elegancko na wieszakach w samochodzie – Przybylski korzysta z usług firmy transportowej. Sam przyjechał pociągiem, gdzie go zresztą wczoraj spotkałam.

Mariusz Przybylski pozuje fotografom podczas prezentacji kolekcji w Berlinie

Szkoda, że Mariusz nie zorganizował takiej prezentacji dla dziennikarzy po swoim pokazie w Warszawie. Jego rzeczy zdecydowanie zyskują przy bliższym poznaniu. Są świetnie wykończone, bardzo precyzyjnie uszyte. Fantastycznie wpisują się w niemieckie gusta, mają szansę zaspokoić oczekiwania klientow berlińskich luksusowych butików. Mariusz Przybylski współpracuje z kilkoma, sprzedaje także swoje rzeczy na niemieckim portalu couture-society. To jego druga wizyta na tutejszym Fashion Weeku, pół roku temu miał pokaz, tym razem zorganizował skromną prezentację, która cieszyła się dużym zainteresowaniem. Obfotografowywany, rozrywany… z pewnością odniesie w Berlinie sukces, czego mu szczerze życzę!

Na jego prezentacji spotkałam dziennikarzy z Fashion Magazine oraz fotografkę Marysię Eriksson. Nie mogło zabraknąć organizatorów łodzkiego tygodnia mody, Irminy Kubiak i Jacka Kłaka, którzy dla moich czytelników kochanych zapozowali do wspólnego zdjęcia w towarzystwie makijażystki Margo Węgierek.

Jacek Kłak, Margo Węgierek i Irmina Kubiak

4 thoughts on “Siniaki na ramionach od toreb z IKEI”

  1. Może na tym właśnie polega wspinanie się po tej drabinie sukcesów – trzeba poznać i poczuć siniaki – i te metaforyczne, i te najprawdziwsze z prawdziwych.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *