Słabość do kolorów Chanel

uroda

To nie stanowisko szefowej działu mody w luksusowym miesięczniku powinno być marzeniem każdej dziewczyny. Najlepiej ma szefowa działu urody. Wszystkie kosmetyki, które pojawiają się w drogeriach czy perfumeriach trafiają najpierw na jej biurko, by mogła je przetestować, a później o nich napisać. Wspaniałych kremów, produktów do makijażu, balsamów do ciała, nie wspominając o perfumach – jest tyle, że nie da się ich wypróbować osobiście. Dziennikarki zajmujące się urodą radzą sobie z tym różnie, w zależnosci od redakcji. Zazwyczaj jednak te produkty testują też ich redakcyjne koleżanki. To wielki plus pracy w takiej redakcji.

Przez osiem lat kiedy kierowałam modą w Vivie! byłam także szefową działu urody. Wszystkie te cuda lądowały na moim biurku. Tak, to bardzo psuje. Było dawno, czas sprawił, że przetrwały jedynie najwierniejsze miłości. Mam swoje ulubione marki w zależności od rodzaju produktu. Co poprawia mi humor, kiedy jest mi bardzo źle i zamiast zajadać się czekoladą, albo oprócz zajadania się czekoladą, muszę koniecznie kupić sobie coś kolorowego? Nowy lakier Chanel.

Jest drogi, więc zdarza mi się to w momentach wyjątkowego doła, ale żyję też już troszeczkę, zatem kilka się tych lakierów w mojej kosmetyczne znalazło. Nie są wcale o wiele trwalsze od innych (chyba najdłużej na paznokciach trzymał się u mnie lakier Shiseido), ale mają bardzo stylowe kolory. Właśnie do ich barw mam zdecydowanie największą słabość. Niby inne firmy mają bogatszy wybór odcieni, Inglot kusi bogatą paletą (na moich paznokciach trzyma się zaledwie pół dnia), cuda znajdą się wśród lakierów Sephora (uwielbiam ich maleńkie opakowania, nie ma problemu, gdy lakier się znudzi, można nawet mieć kilka, gdy nie wiadomo, na który odcień się zdecydować). Nic jednak nie działa na moje samopoczucie tak dobrze jak nowy odcień Chanel. Chyba chodzi o modę. To Chanel miała w ofercie czarny lakier z siedem lat temu, zanim stał się on bardzo popularny. Wtedy można było dzięki niemu wyróżnić się z tłumu. Czerwień tej marki nigdy nie wydaje się wulgarna. Niezliczone odcienie różu nigdy się nie nudzą.

Inne firmy mają w ofercie to, co modne jest dzisiaj, u Chanel znajduję to, co modne będzie jutro. Lagerfeld zdaje się doskonale o tym wiedzieć. Nie bez powodu nowe lakiery do paznokci na tak nieciepliwie oczekiawaną przez nas wiosnę nazywają się kwiecień, maj, czerwiec… Może tym razem kupię sobie któryś nie na poprawę humoru, ale żeby uczcić jakieś miłe wydarzenie! Co Wy na to? Maj?

 

6 thoughts on “Słabość do kolorów Chanel”

  1. Też należę do osób, które poprawiają sobie humor lakierem, chociaż może nie Chanel… nie na tym etapie;) A jeśli już o nazwach mowa, to wrócę do tych z Sephory – nigdy nie zwracałam uwagi na to, że też mają nazwy, dopiero niedawno to zauważyłam. Niektóre całkiem przyjemne (prawie jak Maj i Czerwiec), ale niektóre budzą zdziwienie.

  2. Też o tym ostatnio myślałam kupując któryś tam z rzędu (już nie liczę) lakier do paznokci. Myślałam, że posada w dziale urody poczytnego magazynu byłaby spełnieniem kobiecych marzeń. Chwilę potem jednak dotarło do mnie, że przecież jestem alergikiem i pisać mogłabym co najwyżej o produktach aptecznych dla setek biedaków nie mogących korzystać z tych pięknie pachnących balsamów i kremów najlepszych marek. Wracając do lakieru. Chanel nie mam jeszcze w swojej kolekcji, ale mam kilka “Diorów” i faktycznie nie odbiegają trwałością od wielu tańszych odpowiedników. Posiadają jednak jeden wabik, który działa niczym najlepszy afrodyzjak – markę. Po prostu. No i miło się na nie patrzy:)

  3. tak sobie myślę, że mogłoby mnie takie stanowisko, na ktorym można testowac kosmetyczne produkty nieco posuć, a niech tam….hihihi. Mi poprawia humor dobra książka, gazeta, perfum, albo wieczorne wylegiwanie sie w kapieli z całą tą kosmetyczno – zabiegową otoczką. A zamiast czekolady wole wino. A co do lakierów do poznakci, to powiem, ze jeszcze nie znalazłam takiego który utrzymałby sie dłużej niż 2 dnii. ja ostatnio postawiłam na pomarańcz i zieleń na paznokciach (oczywiście w wersji stonowanej, nie krzykliwej). Pozdrawiam.

  4. Moje prawie piętnastoletnie córki już używają lakieru (nie w szkole). Ciekawe czy bym je rozpuścił?:)

  5. Taaa, skąd ja to znam? Lakier z okazji zbyt opieszale nadchodzącej wiosny, lakier żeby uczcić pierwszy słoneczny weekend (wiosna chyba!), lakier zamiast czekolady z orzechami (ach, ten czekoladowy kolor…) ; )

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *