Żydowskie Muzeum a moda

inspiracje podróże

Berlin, który odwiedziłam niedawno pod pretekstem tygodnia mody powitał mnie deszczem. Ulewnym. Zaszyłam się więc w muzeach. W przewodniku Między Nami napisano, że do Muzeum Żydowskiego pójść po prostu trzeba. Zdecydowałam się je zatem zwiedzić. Rekomendacja autorów przewodnika miała niemałe znaczenie, podobnie jak fatalna pogoda, bo mimo licznych wcześniejszych wizyt w tym mieście nigdy dotąd nie przyszło mi do głowy, by się tam wybrać.

O Żydach wiedziałam niewiele. Tyle co z filmów, z kliku książek. Nie żyją obok. Nie znam ich kultury. Muzeum? Nie miałam pojęcia czym jest. Kojarzyło mi się z Holokaustem. Wabikiem było dla mnie nazwisko modnego obecnie w Warszawie architekta, który je zaprojektował, Daniela Libeskinda.

Poszłam z entuzjazmem dobrej uczennicy, która ma zamiar zrealizować ambitne, choć mało wciągające zadanie. Wyszłam oczarowana, by wrócić po więcej już następnego dnia.

Architektura budynku zapiera dech. Muzem – jak nazwa wskazuje – opowiada o Żydach. O ich historii w Niemczech od czasów średniowiecza po dziś. O ich prześladowaniu, ale też sukcesach, kulturze, obyczajach, ich dorobku. Historia niezwykle wciągająca, nie miejsce, by o niej pisać.

Wśród eksponatów znalazłam dwa, które mają ścisły związek z modą. Ich obecność świadczy, że ekspozycja musi być uaktualniana, wzbogacana, co zachęca mnie do powrotu  w mury Liebskienda za jakiś czas. Eksponat zatyutułowany: “niezwykła historia sukcesu”. W podpisie czytamy, że w 1847 roku, uciekając przed biedą i głodem wdowa Rebecca Strauss wyemigrowała wraz z dziećmi z Bawarii do Ameryki. Jej najmłodszy syn sprzedawał robocze ubrania dla poszukiwaczy złota. Wraz ze swoim krawcem wymyślił nowy model spodni. Dżinsy z miedzianymi nitami. Nazywał się Levi Strauss.

Eksponat zatytułowany “oryginał i jego pochodne”, czyli ponczo z kolekcji H&M (cena na metce 29,95 EUR, model z kolekcji wiosennej 2011). Wygląda jak talit, czyli szal modlitewny. Firma – zgodnie z opisem na muzealnej tabliczce – zaznaczyła, że produkt nie ma nic wspólnego z żadną religią. Mimo wszystko na blogach i w gazetach ponoć zawrzała w ubiegłym roku dyskusja na temat skojarzeń, jakie wzbudziło podobieństwo ponczo do talitu.

Inspiracje kulturą żydowską w modzie są bardzo powszechne. Choćby moja ukochana projektantka, Ann Demeulemeester szyje ubrania, które przypominają stroje mieszkańców dzielnicy żydowskiej znajdującej się nieopodal jej flagowego sklepu w Antwerpii. Czasami jeden do jednego.

Wizyta w Muzeum przypomniała mi o moim debiucie w świecie mody w Polsce. Jako zapalona do mody studentka, z ramienia NZS-u, w ramach obchodów 50 rocznicy powstania w getcie warszawskim, wraz z kilkoma innymi osobami zorganizowaliśmy konkurs dla młodych projektantów zatytułowany “Inspiracje Kulturą Żydowską w Modzie”. Próbuję dzisiaj wyobrazić sobie obchody rocznicy na przykład powstania warszawskiego, urozmaicone tego typu pokazem. Konkurs wygrałby prawdopodobnie Robert Kupisz, tylko czy ktoś odważyłby się taki zorganizować?

19 lat temu zwyciężył duet projektantek: Joanna Staciewińska (dzisiaj Joanna Denier, znakomita modystka, która między innymi projektuje słynne toczki Joanny Przetakiewicz) oraz Olga Michałowska (obecnie kostiumograf, pracuje przy filmach, w których grają na przykład Anthony Hopkins czy Sylvester Stallone).

Przejrzałam moje archiwa i znalazłam! Zdjęcie z pokazu (zrobił je Grzegorz Press), na nim ubranie z nagrodzonej kolekcji wspomnianych projektantek i ja w roli modelki.

 

 

 

1 thought on “Żydowskie Muzeum a moda”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *