Donos w modzie

Miałam o tym nie pisać. Bo po co? Co to zmieni, że wyrażę swoje uczucia zwiazane z doniesieniami na temat donosów. Donosów, których na oczy nie widziałam. Donosów w branży mody. Ale jakoś nie mogę o niczym innym w międzyczasie napisać. Więc jednak się zdecydowałam. Ale po kolei.

Kiedy miałam 16 lat nikt u nas w szkole nie miał butów NIKE. Nikt nie znał Tomka Jacykowa, ani Dawida Wolińskiego. Nikt, a już z pewnością nie grający w nogę chłopcy na boisku – nie marzył o topmodel. Owszem, istniała Małgorzata Niemen, każdy znał jej twarz. Nie trzeba było jednak być jak ona, by nią zwyczajnie się zachwycać. Żeby się natomiast spodobać chłopakom – tym z boiska, mądrzejszym, bo z IV klasy – chodziłam po korytarzach szkolnych z książką, z tytułową okładką na wierzchu, by każdy mógł zobaczyć, co czytam. Że jestem taka mądra niby. Pamiętam dokładnie, że robiłam to z “Procesem” Kafki. Niewiele wtedy z lektury pojmowałam, ale byłam cool. Nie buty NIKE były wtedy snobizmem. Czy Vansy. Czy adidaski od Isabel Marant. Snobizmem był Kafka. Pod pachą.

Jasne. Czasy się zmieniły. Minęły dwie dekady w końcu. Jednak wartości, które z tych początkowo niezrozumiałych dla mnie lektur wyniosłam zostały gdzieś we mnie. Także naiwność oraz słowiański romantyzm. Dlatego kiedy przed laty czytałam książkę “Diabeł ubiera się u Prady” – dziwiłam się jej autorce. Co też ta dziewczyna opisuje? Przecież tak nie ma! Owszem, bywamy w naszej branży mody sfochowani, no ale nie jest przecież tak źle – myślałam.

Trzy lata temu spędziłam kilka miesięcy w Londynie. Asystowałam najlepszym stylistom świata. Wtedy też zorientowałam się, że autorka książki wcale nie zmyśla. Gdy w strugach deszczu pędziłam na piechotę/autobusem/metrem po Londynie i odbierałam liczne pakunki oraz telefony od przełożonych, gdy presja zniecierpliownego tonu po drugiej stronie bywała wprost nie do zniesiania – w duchu uszanowałam autorkę bestsellera.
Gdzie jesteś? – wysłuchiwałam. Byłaś już u Louis Vuitton? Idziesz teraz do Prady? Bo musisz biegiem wrócić do Vuittona jednak i odebrać prywatną torebkę naszej stylistki. Po poprawkach. Dlaczego jeszcze nie wróciłaś do biura?

Takie bywały na szczęście tylko momenty. Poza tym mam wiele wspaniałych wspomnień. Osobiście jednak przekonałam się, że praca na szczytach świata mody wymaga pokory. Więcej niż u nas, w Polsce. Tam asystuje się latami, zanim samemu się wreszcie rozpocznie własną karierę – o ile się ją rozpocznie. Tam asystentka makijażystki przez cały dzień sesji zdjęciowej po cichutku, pracowicie czyści opakowania kosmetyków i pędzelki swej idolki. Niczego więcej nie robi. Tam, na planie do VOGUEa fotograf ma lat 40, stylistka 50 a makijażystka 60. W pismach z modą docenia się doświadczenie i profesjonalizm.

Dzisiaj młoda bloggerka pyta mnie, dlaczego z moim doświadczeniem nie pracuję w żadnym modnym magazynie. Nie tylko ja jestem w takiej sytuacji, znam wielu fachowców w branży mody, którzy nie mają etatów w gazetach. I na odwrót. Na szczeście gdzie indziej znalazłam świetną pracę i tylko czasami tęsknię za pismami. Ostatnio niestety rzadziej. Bo w modzie proszę państwa modne są teraz donosy.

Odnosząc sukcesy w naszym małym światku wielkich kreatorów trzeba liczyć się z tym, że się szybko za to oberwie po łapkach. Anonimowe wredne meile, komentarze złośliwe, plotki wreszcie – dotyczą chyba każdej branży. Być może każdej innej branży dotyczą także donosy. Wysyła się je, a potem osoba, na którą donos wysłano traci pracę. Lub ktoś pracę traci, bo go się o wysłanie donosu podejrzewa. Zdarza się, że się kogoś zwalnia preparując takowy donos ustnie, posądzając delikwenta o czyny karalne. Magazyny, które opisują prawa kobiet bezwzględnie zwalaniają ciężarne, choć zasłużone dla tytułu pracownice. W dobieraniu składu zespołu rzadko kieruje się kompetencjami potencjalnego współpracownika, częściej prywatnymi korzyściami, jakie on ze swoimi koneksjami oferuje. Tak bywa. Oczywiście bywa też wspaniale, uczciwie i profesjonalnie. Jednak ostatnio coraz częściej docierają do mnie kolejne plotki na temat kolejnych podobnych do wyżej opisanych zdarzeń. Wyłaniający się z tych opowieści obraz jest nawet gorszy, niż opisany we wspomnianym amerykańskim bestsellerze.

Wysłuchuję zwierzeń osób potraktowanych niesprawiedliwe. Bohaterami ich opowieści są najzdolniejsi ludzie w branży. Których cenię. Którzy mi imponują. Ciężko dać wiarę. Wiem, nie powinnam być naiwna. Wiem, prawda zapewne tkwi pośrodku. Niestety to już przestaje być opowieścią o bezwzględnej rywalizacji w wyścigu szczurów (byłam na jednym meczu podczas Euro, wiem co to jest faul). Niestety nikt z poszkodowanych nie ma odwagi, czy szansy ku temu, by w odwecie strzelić gola karnego. Nie ma sędziego. Aż chce się płakać. Muszę zaprotestować.

Mam pomysł. My w branży mody mamy ambicje być prekursorami. Zmieniać świat. Może przy okazji zmieniajmy też siebie. Bo przecież
krzywdzimy innych zazwyczaj ze strachu. Że ktoś będzie lepszy, obnaży nasze błędy, słabości. Że nam się nie uda tak jak jemu. Zamiast zazdrościć tym, co się udało, zamiast niszczyć słabszego – może postarajmy się wcielać w życie wartości opiewane przez nas samych w kolorowych magazynach. Podobno piękno wzbogaca duszę. Uszlachetnia. Ktoś, kto interesuje się modą powinien być na nie wrażliwy. Skoro tak bardzo nas jara, skoro wszyscy pragniemy być piękni – bądźmy piękni dla siebie nawzajem. Bądźmy dla siebie dobrzy. Nie zabijajmy w sobie naiwności, która pozwala tworzyć najpiękniejsze sesje mody i nacudowniejsze kreacje, choćby ich przeznaczeniem miał być będący szczytem próżności występ na czerwonym dywanie. Opowiadajmy bajki nie w donosach, ale na stronach w magazynach. Nawet, jeśli pojawi się tam czasem baba jaga – czy teraz powinnam napisać: Voldemort – niech ich obecność nie zabije w nas piękna, które przecież drzemie w sercu każdego z nas. Jest przeciwieństwem strachu i nazywa się miłość.


Skomentuj