Savage Beauty czyli okrutne piękno Alexandra McQueena

książki pokazy mody

Za parę lat wszystkie wiadomości czerpać będziemy z netu. Natomiast książki pozwolą nam przenosić się w inny świat. Tak jak niezwykłe wydawnictwo związane z wystawą poświęconą twórczości Alexandra McQeena w The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. To duży album oprawiony po staremu w płótno. Na jego okładce naklejone jest pleksi (albo inne nowoczesne tworzywo, ktorego nazwy nie znam) z trójwymiarowym portretem projektanta, którego oblicze zamienia się w trupią czaszkę. Album wyraźnie pachnie papierem. Na kolejnych stronach – wprowadzenie autorstwa kuratora nowojorskiej wystawy, Andrew Boltona, biografia projektanta, mnóstwo niezwykłych fotografii Solve Sundsbo (na których modelki, dzięki wyraźnej pomocy photoshopa, do złudzenia przypominają manekiny) i wywiad z Sarą Burton, która przez kilkanaście lat asystowała McQueenowi, teraz jest dyrektorem kreatywnym jego domu mody.

Album jest wzruszający. Wiem, że brzmi to banalnie. Ale jest. Poruszający. Teksty o projektancie przedstawiają jego życie i twórczość, wyłania się z nich obraz wyobcowanego geniusza z romantyczną duszą. Fotografie przedzielone są cytatami, wypowiedzi McQeena zmuszają do zastanowienia się nad rolą projektanta w dzisiejszym świecie. Nawet jeżeli teksty mogą być zbyt trudne dla kogoś, kto nie włada biegle angielskim, warto sięgnąć po słownik i spróbować je zrozumieć.

Studiowanie książki zajęło mi całe deszczowe przedpołudnie. Czuję się, jakbym odwiedziła McQueena w jego pracowni z oknami w suficie, gdzie słuchając muzyki klasycznej projektuje w zapale i sam upina tkaniny na manekinach. Genialne wykroje tworzył osobiście, był tak dobry, że w jego rękach, zaledwie w kilka chwil powstawały nowe, zapierające dech kreacje. Pocieszam się, że mam równie krótką pamięć co on, z czego podobno słynął. Robi na mnie wrażenie fakt, że pierwsze kolekcje finansował i tworzył będąc biedny, na zasiłku, sygnował je drugim imieniem (na pierwsze miał Lee), by nie wyśledzili go urzędnicy. Nie wiedziałam, że Isabella Blow wykupiła całą jego pierwszą kolekcję kiedy był jeszcze studentem, chociaż o tym każdy szanujący się redaktor mody wiedzieć powinien. Godzinami wpatruję się w zdjęcia kolejnych sukien, żakietów, butów, spodni. Zapamiętuję fakt, że projektant lubił patrzeć na manekin z profilu, projektował tak, by ubiór pięknie wyglądał z boku, wówczas bowiem sylwetka wygląda najgorzej i wymaga najwięcej uwagi. W mojej pamięci co chwilę pojawiają się kolejne wrażenia z przeczytanych tekstów i obejrzanych zdjęć.

Dość już jednak moich wywodów. Album można kupić przez internet. Szczerze go polecam. Uwaga, lepiej oglądać go w dzień wolny, bo trudno się z nim rozstać.

 

 

2 thoughts on “Savage Beauty czyli okrutne piękno Alexandra McQueena”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *