Byłam modelką Agnieszki Ścibior

Dawno dawno temu, z ramienia NZS-u, organizowałam z grupą innych studentów (w ramach obchodów 50 rocznicy powstania w getcie żydowskim) konkurs dla młodych projektantów zatytułowany: “Inspiracje kulturą żydowską w modzie”. Odbyły się jego dwie edycje. Pierwszą wygrały pracujące wtedy w duecie Olga Michałowska (dzisiaj robi kostiumy w hollywoodzkich produkcjach filmowych, pracowała na przykład z Anthonym Hopkinsem) i Joanna Staciewińska, teraz Denier (projektuje przepiękne kapelusze, terminowała u samego Philipa Treacy). Na zapleczu pokazu poznałam wtedy Rafała Żurka i Gonię Wielochę, która odwiedziła zaprzyjaźnioną z nią modelkę. Malowałyśmy się same, Gonia łaskawie poprawiła mój makijaż i na własnej skórze odczułam, a właściwie na moich powiekach objawił się boski talent makijażystki. Nie przesadzam, Gonia jest geniuszem. Prezentowałam zwycięską kolekcję, miałam na sobie prześwitującą bluzkę, za co zrobił mi potem awanturę mój ówczesny chłopak. Podczas pokazu w dodatku złamał mi się i został na wybiegu obcas – wtedy towar deficytowy, pewnie dlatego, gdy wyszłam jeszcze raz w finale, wręczyła mi go jakaś łaskawa pani z widowni. Bardzo mnie to zawstydziło, ale wzięłam go od niej z uśmiechem.

Drugą edycję konkursu, w 1994 roku, wygrała Agnieszka Ścibior. Sama mi o tym niedawno przypomniała. Pamiętałam jedynie, że prezentowałam jej projekty, tak się przecież poznałyśmy. Pamiętam też, że świetnie się czułam w jej kreacji. Była to miła w dotyku plisowana bawełniana sukienka z kołnierzem jak od męskiej koszuli, do tego duża marynarka (której nie powstydziłaby się teraz firma Balmain, agrafek było w niej tyle, co w kreacjach promowanych przez Maję Sablewską). Do tego miałam glany.

Szczerze? Dzisiaj mogłabym się tak ubrać.

Był to początek mody grunge w Polsce. O prekursorze stylu, Marcu Jacobsie, nikt z nas wtedy nie miał pojęcia. Chyba, że Agnieszka, która ukończyła łódzką ASP. Jest jedną z tych stylistek, co mają dyplom projektanta mody. Być może do projektowania kiedyś powróci?

Nasze drogi życiowe splatają się zazwyczaj w interesujący sposób. Ona pracuje teraz często z Marcinem Tyszką, z którym ja uczyłam się fotografować modę. Ona teraz jest naczelną Viva! Moda, magazynu, który w niczym nie przypomina katalogu mody, jaki założyliśmy kiedyś z Filipem Niedenthalem, chociaż nazywa się wciąż tak samo. Ja, po objęciu przez nią stanowiska w Vivie!, przez krótki czas siedziałam na jej byłym stołku w PANI.

Ostatnio Agnieszka powiedziała mi, że ludzie pytają ją, czy się lubimy. Za słabo się znamy, żeby się przyjaźnić, niewątpliwe jednak szanuję ją za wszystko, co do tej pory osiągnęła. Za jej zgodą publikuję zdjęcie z tego pokazu. Miałam zamiar nie promować swojej twarzy na tym blogu, ale w peruce i makijażu trudno mnie rozpoznać, a zdjęcie histroryczne i sympatyczne. Prowokuje uśmiech. Zrobił je Grzegorz Press, wówczas debiutujący fotograf, dzisiaj znany reporter Polityki.

Nie pytajcie, ile miałam wtedy lat.


Skomentuj