Nowe sposoby na PR

projektanci mody

Siedzę sobie w redakcji ELLE i dostaję meila z informacją, że ubrania polskiej projektantki pokazano w wietnamskiej edycji pisma. Czy chcielibyśmy o tym napisać? Wietnam kojarzy mi się co prawda bardziej z wakacjami, niż z modą, ale z zaciekawieniem przeczytałam nazwisko Dudek i ze zdziwieniem stwierdziłam jednak, że nic mi w kontekście mody nie mówi.

Napisałam do projektantki proponując spotkanie. Co prawda telefon odebrała dopiero, gdy wysłałam sms-a, że to ja dzwonię z nieznanego jej numeru. Ale udało się szczęśliwie porozmawiać i umówić.

Jej stronę internetową obejrzałam pobieżnie. Zwróciłam uwagę na liczne publikacje w zagranicznych nieznanych mi tytułach i pomyślałam, że skoro mam taką możliwość, muszę ubrania zobaczyć osobiście, żeby mieć o nich zdanie. Lubię odkrywać talenty, więc podekscytowana poszłam na spotkanie.

Atelier Małgorzaty Dudek miesci się w bramie na ulicy Chmielnej w Warszawie. Stojąca na chodniku reklama pasuje do salonu mody ślubnej, którym jest w rzeczywistości. Małgorzata Dudek jest miłą, niewysoką, pogodną blondynką, która przywitała mnie z uśmiechem i zaprowadziła do swojego showroom’u. W jednej sali mnóstwo białych sukien (ceny od 3000 – 5000 zł), z których żyje. W drugiej, mniejszej, kolorowa kolekcja, a właściwie jej część. “Ciekawsze wzory są w showroom’ie w Nowym Jorku”, zostałam poinformowana. “Sprzedajesz coś za granicą?”, spytałam. “Pomyśłałam, żę najpierw moje sukienki pokażą się w Vogue’u. Wtedy polskie magazyny zechcą o mnie napisać”, wyjaśniła ich autorka.

Zawstydziło mnie to. Czy polski projektant boi się, że go nie docenię i potrzebny mu PR w Vogue’u? Czy nie docenia mojego wyczucia mody i tego, że poznam się na jego twórczości, jeśli jest tego warta? Może ma trudne doświadczenia z dotarciem do prasy w Polsce? Może nie zależy mu na publikacjach w Polsce? Małgorzacie zależy i cieszy się, że ELLE się u niej w mojej osobie zjawiło.

Projektantka nie zdradziła, ile ma lat. Pochodzi z Zielonej Góry, ukończyła technikum odzieżowe i od 2004 szyje modę ślubną. Ma dwa salony, ten w Warszawie i w Poznaniu. Od dwóch lat projektuje teraz modę kolorową. Pokazała ją raz w Londynie (2009, zbiorowy pokaz London Designers Fashion Show) i trzy razy w Warszawie (zbiorowy pokaz Gala Moda i Styl – za trzecim razem jako gość honorowy). Wysłała portfolio do kilku agencji reprezentujących stylistów na świecie i między innymi dlatego jej ubrania ukazały się chociażby w meksykańskiej edycji Vogue. Nie miała jeszcze samodzielnego pokazu, ale planuje go podczas najbliższego tygodnia mody w Londynie.

Poziom jej prac jest jeszcze nierówny. Kilka mi się spodobało. Na przykład sukienka ze starej tkaniny obiciowej PKP, czy płaszczyk a’la Burberry. Jednak trudno jeszcze zdefiniować styl marki Małgorzata Dudek. Projektantka dopiero krystalizuje swoją wizję mody, a jej kolekcja wygląda, jakby była uszyta przez kilka różnych osób, o zupełnie odmiennym wyczuciu estetyki i dobrego gustu. Ubrania szyte są na miarę, kosztują od 1000 zł. Jeśli ktoś ma oryginalny styl i sylwetkę, która pasuje do modowych eksperymentów, z pewnością coś w pracowni Dudek dla siebie znajdzie.

Nie rozumiem tylko tej strategii PR. Jest skuteczna? Śmiem wierzyć, że zainteresowałabym się projektantką niezależnie od wietnamnskiego ELLE. Staram się odpisywać na wszystkie meile od młodych twórców. Może inni redaktorzy nie? Może nie da się do nas (mam na myśli całe środowisko zawodowe) dotrzeć? Może projektanci, tak jak Dudek, nawet nie próbują? Czekając na mocne karty w ręku, najlepiej z logo Vogu’e, nawet jeśli to logo wydrukowano w kraju, który nie liczy się szczególnie na mapie mody? Małgorzata Dudek ma na swoim koncie więcej publikacji w zagranicznych tytułach, niż w polskich. Nie od dziś wiadomo, że my w kraju doceniamy siebie nierzadko dopiero wtedy, kiedy zrobią to inni, za granicą.

Może jest to jednak wyraz braku profesjonalizmu? Po co komu showroom w Nowym Jorku, skoro i tak tam tej mody nie sprzedaje? Choć jakie to ma znaczenie dzisiaj, w dobie sprzedaży on-line?  Może Małgorzata Dudek ma poprostu bardzo nowoczesne podejście do PR’u, a ja jestem reliktem poprzedniej epoki, gdy adresy sklepów sprawdzało się co prawda na stronie, ale tej drukowanej, na końcu magazynu?

Przypomina mi się postawa innej polskiej projektantki, tym razem z 20 – letnim stażem, której jakaś miła asystentka zawracała mi ostatnio głowę na wakacjach. Najpier meilami, potem, o zgrozo! telefonami, wypytując, uwaga!, czy może przesłać zdjęcia najnowszej kolekcji. Jestem szefem działu mody w Elle. Ma mnie na liście meilingowej. Znamy się nie od dziś. Z jakiegoś powodu projektantka uznała jednak, że elegancko będzie zapytać, czy zechcę otrzymać taką wiadomość. Tymczasem ja odebrałam to jako zawracanie głowy i to w dodatku na wakacjach. Tak. Chcę otrzymać taką wiadomość. Na tym polega moja praca. Może to też jest pomysł na nowoczesny PR? Zawracać głowę tak, żebyśmy już obejrzeli tę kolekcję uważnie, skoro pod pretekstem pseudouważności nam tę głowę, w dodatku na wakacjach, zawrócono?

Piszę o tym, by pocieszyć początkujących projektantów, nawet tym starszym też przydałyby się szkolenia.

Jak to zrobił Robert Kupisz? – usłyszała to pytanie znajoma specjalistka od PR-u. Projektanci mody, niezależnie od stażu wydają się być w kwestii autopromocji kompletnie zagubieni. Może w szkołach, które kończą, powinny być organizowane obowiązkowe zajęcia na ten temat? Może powinna tam wykładać także Małgorzata Dudek? W końcu nie mogę przestać pisać postu, do którego zainspirowało mnie spotkanie z nią. Pora się zdyscyplinować.

11 thoughts on “Nowe sposoby na PR”

  1. Wydaje mi się, że problem promocji projektantów to właśnie – problem. W magazynach w większości magluje się te same nazwiska i może stąd właśnie myśl, że ciężko w ogóle zdobyć ich zainteresowanie? Często, kiedy piszę o młodych twórcach na blogu, wyznają mi, że naprawdę ciężko o zainteresowanie, o przebicie się, jakąś malutką choćby wzmiankę. Cały czas czekam, jak w modowej prasie będzie dużo świeżych nazwisk, dzięki którym w końcu zrobi się różnorodnie. No i w końcu kto ma nauczyć projektantów “jak to się robi”? Potem wychodzą z tego różnego rodzaju dziwne i mniej dziwne sytuacje…
    Akurat sylwetka tej projektantki jest mi już od dłuższego czasu znana. Sukienka PKP podbiła moje serce,zdecydowanie!;)

    1. Mam wrazenie, ze blogerzy zdecydowanie lepiej orientuja sie, jeśli chodzi o mlodych tworcow mody, niz my, dziennikarze z magazynow. Nie wiem, dlaczego tak jest. Moze dobrze? Ktos nas przynajmniej motywuje do działania. Bede sie starac Wam dorownac w tym zakresie. Czekam na kazde info 🙂

      1. Współpraca z blogerami i wszystkie “modowo-projektowe” newsy świeże i pachnące niczym śniadaniowe croissanty będą dla Elle 😉 I ile spełnionych marzeń, bo w końcu która z blogerek (albo i blogerów!) nie chciałaby pracować dla takiego magazynu? 🙂

  2. Ze strony laika modowego mogę powiedzieć tylko jedno: większość gazet lansuje/promuje nazwiska już dość dobrze znane szerszemu gremium. Głównie z tego powodu przestałam magazyny kolorowe po prostu kupować i moim głównym źródłem informacji jest internet. Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu: sami projektanci nie potrafią zadbać o dobrą promocję, która najczęściej opiera się na facebook’owym fanpage’u. I tylko na nim. Włoski Vogue na swojej stronie internetowej ma zakładkę “Talenty”, cały czas zgrabnie uaktualnianą. Jest to naprawdę świetny sposób, żeby przedstawić się światu nie koniecznie na papierowych łamach magazynu, ale zawsze pod szyldem Vogue’a. W Polsce jak na razie żadna z kolorowych gazet nie ma strony z prawdziwego zdarzenia, a byłby to świetny sposób na promocję młodych i zdolnych.

  3. Po pierwsze bardzo ciekawy post, przeczytałam od deski do deski! Twórczość Małgorzaty Dudek kojarzę, ba! nawet zdarzyło mi się być na jej pokazie podczas tegorocznej Nocy Młodych Zdolnych w Królikarni – była wtedy reklamowana jako gwiazda tej imprezy, uznana za granicą polska projektantka – kolekcja była ok. Jeśli chodzi o sam PR to cóż, może rzeczywiście jest to jakieś wyjście zacząć od rozreklamowania marki za granicą, po to by później np.,,Elle” napisało: ,,znana za granicą projektantka”. Myślę jednak, że z racji tego, że w Polsce moda naprawdę śwetnie się rozwija i co więcej gazety takie właśnie jak Elle czy InStyle po prostu chcą ją promować warto się do nich cóż…po prostu zwrócić. Strona Elle na której prezentujcie młodych twórców jest chyba jedną z moich ulubionych:)
    Pozdrawiam,
    Milena

  4. To smutne, że szefowa działu mody Elle nie słyszała wcześniej o Małgorzacie Dudek i musiała otrzymać na skrzynkę mailową wiadmomość tego typu, żeby przejść dwie przecznice od redakcji Elle i obejrzeć kolekcję projektantki. Bo sama z siebie nie miała wcześniej takiej potrzeby.
    Z drugiej strony lepiej późno niż wcale:)

    1. Na tym wlasnie polega kontakt z mediami. Wysyla sie do nas meile. My otwieramy skrzynke meilowa i dzieki temu dowiadujemy sie, ze dwie przecznice dalej jest ktos, o kim moze warto napisac. Jak inaczej moglibysmy sie o nim dowiedziec? Byc moze tu lezy problem projektantow, ktorzy nie korzystaja z narzedzi, jakie daje im PR? Czekaja, az ktos ich odkryje, zamiast zawiadomic o swoim istnieniu.

  5. Bardzo ciekawy post, z większością uwag się zgadzam. Problem PRu, a raczej jego braku, wg mnie dotyczy ogólnie “twórców”. Muzyków, pisarzy, projektantów… Życzeniowe myślenie pt. “jestem dobry, ktoś mnie w końcu odkryje” sprawia, że niestety wielu z nich nie ma szans zaistnieć na rynku. Z drugiej strony nastawienie większości polskiego społeczeństwa na nazwiska znane i brak otwartego podejścia do nowości również jest dużą barierą. Szkoda, bo wiele oryginalnych pomysłów i talentów może nigdy nie ujrzeć światła dziennego 🙁

  6. Niedługo będzie można poczytać o młodych projektantach i kupić ich kreację w serwisie OdProjektanta.pl
    Jeszcze trochę cierpliwości i mam nadzieję, że będzie to dobry krok w kierunku promocji młodych talentów 🙂

  7. Jestem w połowie Meksykanką i jeden szczegół w Pani wypowiedzi mnie poruszył: Mexyk nie kojarzy się z modą!?! Pewnie dla Pani nie ale to Mexyk ma Vogue (ta sama redakcja, która przygotowuje edycję dla Vogue Latin America i nie ma zbyt wielu różnic pomiędzy tymi dwoma Vogue-ami) a Polska nie.
    Pomijając ten fakt poniżej przytaczam nazwiska latynoskich projektantów, którymi zachwyca się cały świat: Oscar de la Renta, Carolina Herrera, Haider Ackerman, Christian Cota, Olima Atelier (ubiera Daphne Guinness)…
    Wielu najważniejszych na świecie projektantów czerpie z kultury Meksyku inspiracje do swoich kolekcji np. Jean Paul Gaultier, Ricardo Tisci…
    Meksyk i Ameryka Łacińska dużo więcej kojarzą się z modą niż Polska.

    1. Edycja Vogue jest także w Grecji. Czy Grecja to pierwszy kraj, o którym myślimy w kontekście mody? Szwecja to przodownik świetnego wzornictwa. Czy pamiętamy o tym, kiedy wymieniamy magazyny najbardziej liczące się w branży? Punkt widzenia zależy od tego, gdzie jesteśmy i co znamy. Absolutnie się z panią zgadzam, w Meksyku dzieje się w dziedzinie designu, mody i sztuki wiele interesujących rzeczy. W Polsce też. Ale nasz kraj nie ma znaczącego miejsca na światowej mapie mody. Francja. Anglia, Stany, Japonia i Włochy. Tam są centra tej branży. Tam tworzą i mieszkają wymienieni przez panią projektanci. Kiedy Marcin Tyszka fotografuje Zuzię Bijoch na okładke meskykanskiego Vogue, w Polsce się tym bardzo ekscytujemy. Sukces byłby nieporównanie większy, gdyby była to okładka amerykańskiego wydania magazynu (oczywiście patrząc jedynie z perspektywy środowiska mody). Na okładkę pisma Anny Wintour dostać się bowiem najtrudniej, powie to każdy agent modelek. Nie chciałam urazić niczyich uczuć narodowych 🙂 mam nadzieje, że wyjaśniłam, o co mi chodzi.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *