Grudzień 14 2011

PR-owca poznasz w biedzie

Kiedy przed laty odchodziłam z VIVY! byłam jeszcze bardzo naiwna. Wydawało mi się, że fotograf, którego nazywam swoim przyjacielem, rzeczywiście nim jest a ja przez poprzednie lata dałam z siebie tyle branży mody w Polsce, że z pewnością nikt o mnie nigdy nie zapomni. Zaczęło się już ostatniego dnia pracy w biurze na Wiejskiej, kiedy to ówczesny przedstawiciel firmy Irena Eris zapraszał mnie na miły weekend w SPA. Powiedziałam: “chętnie pojadę, ale czuję się w obowiązku poinformować, że odchodzę z  VIVY!”. “A! To nie zapraszamy pani wobec tego”, usłyszałam w odpowiedzi. czytaj dalej


Wrzesień 4 2011

Pokaz Ossolińskiego w hotelu Bristol

Kobieta bywa ozdobą mężczyzny i taką też rolę pełnią u Ossolińskiego nieliczne modelki. Być może ich suknie są wyrazem hołdu dla muzy projektanta, Grażyny Szapołowskiej, zawsze obecnej na jego prezentacjach. W piątek Tomasz pokazał zaledwie cztery damskie kreacje. Jest w nich zarówno prostota i elegancja, które kojarzą się z epoką lat 30., jak lekkość i nowoczesność, której nierzadko brakuje innym współczesnym sukienkom szytym z przeznaczeniem na czerwony dywan. Jedna z zaprezentowanych sukni, w odcieniu głębokiej malinowej czerwieni, ma tak wyrafinowany wykrój dekoltu na plecach, że aż serce boli na myśl, że nie można u Ossolińskiego kupować damskich ubrań. czytaj dalej


Lipiec 3 2011

Niedziela z Ossolińskim

Kiedyś napiszę o wszystkich moich byłych asystentach. Jestem z nich dumna jak matka ze swoich dzieci. Wszystko, co osiągają zawdzęczają tylko i wyłącznie sobie jednak, kiedy odnoszą kolejne sukcesy, zwyczajnie chwalę się, że pracowali kiedyś ze mną.

Jednym z nich był Tomasz Ossoliński. Dzisiaj sobie o tym przypomniałam, a dokładnie – naszą rozmowę sprzed lat. Siedzieliśmy w nieistniejącej już kawiarni Modulor na placu Trzech Krzyży w Warszawie nieopodal redakcji VIVY!, w której wtedy pracowałam. Tomasz wrócił właśnie z fascynującej podróży do Indii. Zastanawiał się, co dalej ze sobą zrobić. Od dobrych kilku lat projektował już modę, mieszkał na Śląsku, skąd przyjeżdżał co jakiś czas do stolicy. Podczas tej rozmowy okazało się, że przydałby mu się bodziec do pozostania w Warszawie. Ja szukałam wtedy asystenta. czytaj dalej